Zawsze wyobrażałam sobie ten moment , kiedy oznajmiam wszystkim , że spodziewam się maleństwa. Miało być pięknie , każdy miał być szczęśliwy..
A jak było naprawdę ? W moim życiu rozpętało się piekło. Zaczęło się wytykanie palcami , obraza majestatu . I o dziwo , nie mój ( wtedy jeszcze ) chłopak , przyczynił się do tego , że jestem w ciąży. Według pewnych ludzi była to moja wina , ja złapałam go na dziecko byle go przy sobie zatrzymać, mimo tego , ze nawet nie było mowy , aby miał ode mnie uciec .
Wmawiano za moimi plecami każdemu , że to była cholerna wpadka, że to nie jego dziecko.
- Jak tak można ? - płakałam. I gdy miały to być najpiękniejsze chwile w naszym życiu , początek był bardzo bolesny. A ból sprawiały bliskie nam osoby.
Z wiadomości tej ucieszyliśmy się tylko my i kilka naszych najbliższych osób, reszta próbowała zrównać mnie z błotem . I z początku im się udawało . Dałam się wciągnąć w te wszystkie obelgi na mój temat , czasem miałam wrażenie , że zaczynam w to wierzyć. Mówiono o mnie tak jakbym zrobiła najgorsze świństwo , jakby bycie matką było godne spalenia na stosie.
Przepłakałam wiele dni i nocy.
Do czasu.
Do czasu aż na świat przyszedł nasz mały ogr , taki bezbronny , nieidealny jak my , ale Nasz .
Mój synek .
Najdroższe maleństwo , na które tak czekałam.
I od momentu kiedy ujrzałam swojego diabełka , stałam się silniejsza. Stałam się MAMĄ . Z chwilą pojawienia się bąbelka na świecie , dostałam od losu zapas siły i odwagi , aby stawić czoło tym wszystkim złym ludziom , którzy tak źle o nas mówili , tak źle życzyli .
Musiałam przecież zaczerpnąć tej siły. Bo od teraz , dostałam główną rolę w przedstawieniu pt. " Życie " .
Staliśmy się prawdziwą rodziną i wtedy zaczęliśmy być w pełni szczęśliwi . Już nie obchodziły mnie te wszystkie zakłamane i fałszywe twarze, które nagle chciały się z nami zapoznać , na nowo odbudować to co tak szybko udało im się zniszczyć , ale nie dałam się . Nie pozwoliłam , aby w życiu mojego dziecka gościli ludzie którzy potrafili na głos wypowiedzieć tak obrzydliwe słowa.
Lecz było coś jeszcze..
Zaczęło się nowe gadanie, bo jakżeby tak nagle przestać mieć nas na językach ?
Idąc dumnie z nowonarodzonym członkiem naszej malutkiej rodziny , widziałam spojrzenia typu " gówniara się puściła " .
Patrzono na mnie z pogardą.
Niby z troską pytali " Jak ty sobie dziecko poradzisz ? Jesteś taka młoda " a w myślach śmiali się ze mnie i każdego mojego najmniejszego niepowodzenia.
Ale jak im pokazałam . Pokazałam , że potrafię wychować dziecko . Że temu dziecku nic nigdy nie zabraknie , że dopóki będę miała na to wpływ , nie zazna ten maluch chwili nieszczęścia.
I gdy już nie taki maluch , wyrósł mi na wesołego , szczęśliwego dzieciaka , przechodzimy obok tych samych ludzi z szerokim uśmiechem na twarzy " życzliwie " mówimy im Dzień Dobry , widząc , że żal im te zazdrosne dupy ściska !
Jaki z tego morał ? Że zdarza się tak , że często kobieta w wieku 18 lat , lepiej wychowa dziecko niż ' dojrzała ' kobieta po trzydziestce .
A znam kilka takich przypadków :)




Świetny post taki z życia wzięty. ja również jestem młodą mamą i tak jak ty wiele złego się nasłuchałam będąc w ciąży, ale nie dałam się i teraz jestem szczęśliwą mamą. Pisz więcej :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i Zapraszam do nas. http://swiatmalegofilipa.blogspot.com
Niestety istnieja takie gady ktore za wszelka cene probuja zniszczyc zycie. Dziekuje za odwiedziny I motywacje :) jestem Tu nowa I potrzebuje akceptacji I swiadomosci ze ktos nas z checia czyta :)
OdpowiedzUsuń